Kultura otwarta i jej zagrożenia
 
Autor: Wacław Sadkowski
 
Omnia palea
Proszę mi pozwolić, że na początek zacytuję kilka wersów z pewnego wiersza:

Żyję życia nie mając w sobie ?
i tak wielką nadzieją wzbieram,
że umieram, bo nie umieram. [...]
Usłysz, Boże, co w sercu kryję:
Ja nie takie życie wybieram;
Ja umieram, że nie umieram.[...]
Ryba, która w wodzie się pławi,
chociaż cierpi, na ląd wciągnięta,
lecz śmierć przecież o niej pamięta
i z udręki zgonu ją wybawi.
Mnie zaś jaka śmierć ulgę sprawi
W życiu, w którym tak sobie doskwieram,
Że gdy żyję, tym bardziej umieram?[...]
 
Trudno było by znaleźć w całej poezji światowej, od jej zarania po dzień dzisiejszy, wiersz, który w równie wysokim stopniu kwalifikuje się do najsurowszych anatem, najgniewniejszych potępień miotanych przez ?obrońców życia? na rzeczników ?cywilizacji śmierci?, przeciw którym rozpętano żarliwą krucjatę. (Nie trzeba chyba przypominać, że wszczął ją w swoim czasie Jan Paweł II, znany też jako poeta Karol Wojtyła; no comments, jak się mawia w języku dyplomatycznym.) Bo też trudno było by znaleźć w dziejach światowej poezji mistycznej poetę wybitniejszego do świętego Jana do Krzyża (może dorównywała mu talentem, a z pewnością mistycznym żarem Teresa d?Avilla), który jest autorem zacytowanego przeze mnie wiersza (na polski przełożył go Stanisław Barańczak).

Niech mi oskarżyciele ?cywilizacji śmierci? wybaczą, że wpisuję im ten wiersz do sztambucha, ale odnoszę wrażenie, że nie zdają sobie sprawy z tego, co poezja ? i cała właściwie sztuka we wszystkich swych formach i przejawach ? zawdzięcza motywowi śmierci, ani też z jakiej kultury duchowej te artystyczne funeralia się wywodzą. Czyżby nie zetknęli się z wiedzą o średniowiecznej ars moriendi (sztuce umierania), stanowiącej niewyczerpalnie wprost bogate źródło inspiracji dla sztuki gotyku i dla całej kultury duchowej średniowiecza? Czy nie natrafili nigdzie na ?datowanie? życiorysów ludzkich od chwili przyjścia na świat do tego, co określano wówczas mianem dies nativitatis ? dniem drugich narodzin, czyli rozpoczęciem życia wiekuistego w zbawieniu wiecznym?

Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że ta nowa krucjata jest desperacką próbą utrzymania ?rządu dusz? przez osoby i instytucje nawykłe do sprawowania uzurpowanego sobie prawa do orzekania o psychofizycznej i duchowej kondycji ludzkiej. Ta zawłaszczająca prawo władania ową kondycją ludzką władza zinstytucjonalizowana w kościołach najróżniejszych obrządków chwieje się obliczu przemian cywilizacyjnych i kulturowych, jakie zachodzą we współczesnym świecie. Przemiany te bowiem w każdym razie sprzyjają coraz liczniej podejmowanym poszukiwaniom stworzenia nowego, współczesnego odpowiednika ?ars moriendi? ? sposobów godnego umierania. Sposobów świadomego zamykania własnego życia w zgodzie z własnym sumieniem intelektualnym ? a także moralnym: godzącym człowieka z nieuchronnością zgonu, ale zobowiązującym go do godziwego wykorzystania zaoferowanej mu u progu jego świadomego egzystowania szansy na godziwe współżycie z współuczestnikami jego życiowej wędrówki.

I na tym tle właśnie należy ? moim zdaniem ? rozpatrywać kwestie przedstawione uczestnikom dzisiejszego spotkania. Odnoszę bowiem wrażenie, że owa krucjata przeciw ?cywilizacji śmierci? jest trzonem (?stosem pacierzowym??) całej gmatwaniny pochodnych kampanii, harcowniczych wypadów przed linię zasadniczego oblężenia, walk podjazdowych, a także pasterskich pouczeń i przestróg, jakich nam nie skapią rzecznicy kościelnej ? i około-kościelnej ? armii ?obrońców wiary i tradycji? religijno-narodowej. Tak, takiej właśnie, bo owo iunctim stało się najbardziej rozpoznawalnym stygmatem Kościoła w Polsce, powszechnie już nazywanego ?Kościołem polskim? ? stygmatem wstydliwie skrywanym przed światem jako ewidentnie sprzeczny z ?mitem założycielskim? Kościoła katolickiego, czyli powszechnego (Kościół mariawitów, istniejący w postaci szczątkowej, jakby skansenowej po dzień dzisiejszy, przecież obecnie niewiele różni się od rzymskokatolickiego). O co więc chodzi w tej ?świętej wojnie??

Najogólniej rzecz ujmując, wyraża się w niej uzurpatorska wola narzucenia życiu umysłowemu i artystycznemu w naszym kraju monolitycznego modelu ideologicznego, formułowanego i sterowanego przez środowiska związane z Kościołem katolickim (a w każdym razie powołujące się na kościelne afiliacje). Realizacji tego zamierzenia służy intensywna kampania propagandowa, operująca tradycjonalistycznymi mitami i zaklęciami magicznymi, w niektórych przejawach w jawny sposób sprzeczna z istotnymi ogniwami religijnej doktryny oraz najcenniejszymi dokonaniami i zdobyczami religijnej sztuki i kultury, ba! ? jak już starałem się wykazać, z fundamentalnym dorobkiem intelektualnym i artystycznym Kościoła nagromadzonym w ciągu minionych wieków. Zamachy te przypominają pod wieloma względami tzw. rewolucję kulturalną w Chinach z trzeciej ćwierci zeszłego stulecia i służą podobnemu celowi ? ustanowieniu rygorystyczne egzekwowanego dyktatu umysłowego i kulturalnego sprawowanego przez pewne siły i kręgi aspirujące do ?roli przewodniej? nad całym społeczeństwem, oczywiście poddanym także i politycznej dyktaturze. Sfera kultury jest dla takich zamiarów sposobnym polem doświadczalnym, a zarazem swoistym wieńczeniem całego zbożnego planu. Finis coronat opus (Dei?).

Kościół przeżywał już niejednokrotnie podobne paroksyzmy, powodowane bądź przez sfanatyzowane jednostki o ambicjach przywódczych (florencki Sawonarola), bądź przez zespoły ideologicznych ?fundamentalistów? cechujące się właściwościami roszczeniowymi, które dziś określilibyśmy jako mafijne (inkwizycja hiszpańskiego, torquemadańskiego rodu). Niektóre (jak pierwszy z podanych wyżej przykładów) nie osiągały na ogół zasięgu ponadlokalnego, inne jednak rozpleniały się w skali ogólnoeuropejskiej, z ?przerzutami? na ówczesne terytoria kolonialne (jak ?Święta Inkwizycja?) i trwały przez kilka wieków. W zasadzie jednak osiągały dominację (krótką lub dłuższą) nad środowiskami monolitycznymi pod względem wyznaniowym i kulturowym ? nielicznych ?odszczepieńców? (a czasem ich niewielkie skupiska) eliminowano nader skutecznie, przy częstym udziale zarówno atrakcyjnych pod względem widowiskowym, jak i odstraszających iluminacji ogniskowych.

Trudno dziś wyobrazić sobie, by możliwe było wymuszenie takiego monolitu kulturowego w sposób odmienny od wypróbowanych metod hitlerowskich, stalinowskich, maoistycznych. Ich wskrzeszanie w naszych warunkach uznać wprawdzie wypada za niewykonalne, ale przestrzegałbym przed niedocenianiem skuteczności szantażu, histerycznego nacisku ?misjonarskiego?, środowiskowego bojkotu, zniesławiania, znieważania, a nawet represji nie tylko werbalnych. Zagrożenie takie wydaje się tym bardziej realne, że w akcje podejmowane przez ?oburzone środowiska? przeciw ?burzycielom moralnego ładu? angażują się często hierarchowie kościelni wysokiej rangi (Zdarza się zresztą, że to oni właśnie podobne zachowania ?wiernych dzieci Kościoła? inspirują, a z pewnością aprobują). I w przynajmniej paru już, publicznie znanych, podobnych zdarzeniach cele ?obrońców publicznej moralności? zostały przez nich osiągnięte.

Trudno więc też nie westchnąć z tęsknoty za dawnymi, dobrymi czasami ? odległymi od teraźniejszości zaledwie o niespełna stulecie ? w których ojciec Marian Pirożyński (skądinąd redemptorysta, podobnie jak ojciec Rydzyk) ograniczał się do opracowania przewodnika po lekturach książkowych. Zalecał w nim publikacje ?budujące?, wyrażał neutralną tolerancję dla ?moralnie obojętnych?, a przestrzegał przed występnymi. Ale jednak nie wzywał do ich palenia ani też nie wydawania drukiem ? ograniczał się do prezentowania czytelnikowi słownych zaleceń i przestróg.

P.S. Dwa łacińskie wyrazy (oznaczające: to wszystko bzdury), które umieściłem w tytule, wypisał pewnego dnia, pod koniec życia, Tomasz Akwinata na kartce, jaką położył na stercie rękopisów swych dzieł. Nie, nie będę suponował, że odrzucał w ten sposób dotychczasowe perspektywy widzenia życia i człowieka sub speciae aeternitatis. Przeciwnie, składał w ten sposób głęboki hołd metafizycznej istocie Bóstwa, niepoznawalnego dla rozumu ludzkiego, który heroicznie przymuszał do racjonalnego uzasadniania dogmatów religijnych i który w końcu uznał za niezdolny do sprostania prawdzie wiary objawionej, dostępnej istocie ludzkiej jedynie w akcie wiary. Po spisaniu powyższego tekstu (wedle konspektu, jakim posłużyłem się w trakcie debaty) doznałem nagle swoistego olśnienia: może inicjatorzy krucjaty przeciw ?cywilizacji śmierci? zakładają, iż jej program ma być przyjmowany również jedynie w akcie wiary, bez wgłębiania się jego logiczne i aksjologiczne absurdy?