Kultura otwarta i jej zagrożenia
 
Autor: Andrzej Mencwel
 
 
Ja tylko jeden wątek podejmę, a zacznę od wspomnienia osobistego. Już jakieś 40 lat częściowo mieszkam na wsi, w okolicach Ostrowi Mazowieckiej i tam dość jestem zżyty z otoczeniem, teraz już co prawda stopniowo coraz mniej, gdyż ci z którymi byłem bardziej zżyty powymierali. Chciałem jednak powiedzieć o młodych, bo jeszcze miewam z nimi kontakty. Coś tam o mnie wiedzą, tzn. ogólnie wiedzą, że ja się znam trochę na studiach wyższych.

Więc jak ktoś ma taki dar, żeby dziecku dać iść na jakieś studia, to wtedy prosi mnie, żebym porozmawiał, rozpoznał, poradził itd. Przez te kilkadziesiąt lat to trochę tego się nazbierało, udzielałem rad, które się sprawdzały lub nie, różnie to bywało, aż tak do ostatniej, sprzed jakichś 8 lat, może raczej 6-ciu. Rodzina raczej biedniejsza, choć nie rolnicza, lecz robotnicza, ojciec pracujący w żwirowni, córka zdolna zdaje maturę i chce iść na studia do Warszawy. Wtedy jeszcze były egzaminy wstępne, teraz, jak wiemy kwalifikacja odbywa się na podstawie świadectwa maturalnego. Było więc o czym rozmawiać, doradzać jak się przygotować do tych egzaminów. No i rozmawiam z nią, a ona bardzo dobrze sobie wybrała studia w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej i coś jej tam w związku z tym mogłem doradzić, pomóc przygotować do tych egzaminów. Raz to było w jeden weekend, gdzieś w kwietniu, potem drugi w maju i w końcu trzeci w czerwcu, już niedługo przed rekrutacją. I w końcu ja ją pytam, bo choć byłem przekonany, że chodzi o studia bezpłatne stypendiowane, to coś mnie zaniepokoiło, więc pytam na jakie idzie studia, dzienne czyli bezpłatne, czy też wieczorowe, czyli płatne? A ona na to, jakby to było zrozumiałe samo przez się, że, oczywiście, na wieczorowe. Moich rodziców ? mówi ? nie stać, żebym ja szła na studia bezpłatne.

Doznałem pewnego olśnienia wraz z tym oznajmieniem i uświadomiłem sobie fałsz, w jakim żyjemy od paru dziesięcioleci. Wszystko bowiem w tej dziedzinie stoi na głowie ? ci, których stać na studia płatne, zajmują bezpłatnie najlepsze kierunki studiów na najlepszych uczelniach, a ci, którym powinno się dostęp do tych uczelni wspomagać, studiują na kierunkach płatnych w uczelniach najgorszych. Nie mam na myśli, rzecz jasna, Akademii Grzegorzewskiej, lecz szkoły niby wyższe rozkrzewione w miastach małych i średnich. Co oznacza, że wysokie elity reprodukują się we własnym, by tak rzec, gronie, zaś ci z gminu, pozostają na poziomie gminnym.

To się wiąże z problematyką kultury otwartej, o której tu rozmawiamy. Jeżeli elity się zamykają, co zresztą zaczęło się przed powstaniem III RP, choć w niej bardzo nasiliło, to reprodukują wewnętrznie kolejne pokolenia. Taka szczególna społeczna endogamia ? swój do swego po swoje. Widzę to nawet na przykładzie własnym oraz moich synów i wnuków ? ja sam. Co do mnie to przyjechałem do Warszawy na studia ponad pół wieku temu, z odległej prowincji i środowiska nie elitarnego. Dzisiaj zapewne należę do elity, a moje potomstwo przynależność tę ma poniekąd gwarantowaną. Ale tamto dziecko nie ma przed sobą żadnej drogi, która do takiego awansu prowadzi, a choć zdarzają się wyjątki, to prawidłowość jest właśnie taka. Wszyscy to właściwie wiedzą, wielokrotnie to było omawiane i wskazywane, ale żaden rząd III RP, włącznie z eseldowskim, nie miał odwagi zmierzyć się z tym problemem.

Czterdzieści parę lat przepracowałem na Uniwersytecie Warszawskim, który zasadniczo jest bezpłatną uczelnią, rzekomo zresztą bezpłatną, a na najlepsze kierunki przyjmowani są ci, którzy mają odpowiedni, jak się dziś mówi, kapitał kulturowy i sami stanowią kapitał ludzki. Mamy teraz taką obowiązująca nowomowę ? jak się nie powie kapitał to podobno nie wiadomo co chodzi. Więc oni mają ten kapitał kulturowy i idą z nim tam, gdzie kapitalizacja odsetek tego kapitału jest największa. Ten fałsz społeczny jest instytucjonalnie umocowany, zabetonowany. Nikt nic w tej sprawie przez ćwierć wieku nie zrobił. Wszyscy czekali na to, że to samo się rozwiąże. Troszkę się wyregulowało, bo przyszedł niż demograficzny i na różnych dawniej trudno dostępnych kierunkach poszukują teraz kandydatów. Łaska pańska jednak na pstrym koniu jeździ i na przypadkach losowych nie można opierać polityki społecznej. Przez centralną maturę szanse pozornie ostały wyrównane i maturzysta z Ostrowi Mazowieckiej ma formalnie takie same szanse, jak maturzysta z elitarnej szkoły stołecznej, ale nie tylko jego nikły kapitał finansowy go hamuje, ale i ów nieodpowiedni kapitał kulturowy.

Ta dziewczynka, z którą rozmawiałem nie jest jedyna: materialnie i kulturalnie coraz więcej młodych nie stać na to, żeby dobrze studiować i zapewnić sobie awans. Nawet jeśli student dostanie stypendium, to stypendium nie starcza na nic, stypendium doktoranta również nie starcza na nic. Mamy teraz rozbudowany i słusznie rozbudowywany tak zwany trzeci stopień studiów, czyli studia doktoranckie. Na kierunkach humanistycznych studiuje na tym trzecim stopniu kilkadziesiąt osób, którzy nie wiedzą gdzie i jak będą pracowali, bo miejsc na uczelniach dla nich nie będzie. Większość z nich pracuje na swoje utrzymanie, ale nawet ci, którzy są stypendiowani, są naprawdę wyzyskiwani. Dostają 1000-złotowe stypendium, które nie wystarcza, a obowiązków na uczelni mają sporo. I muszą dorabiać, żeby przeżyć, nie mogą więc pracować nad doktoratem, lecz pracują na to, żeby przeżyć. Natomiast ten, kto odpowiedni ?kapitał kulturowy? (czyli zaplecze rodzinne) i finansowy, może skupić się na pracy naukowej i nie jest dla niego ważne czy dostaje to stypendium czy go nie dostaje.

Więc najkrócej mówiąc ? na wielu poziomach wykształcenia i pracy naukowej warunki są tak niesprawiedliwe, że dokonuje się na nich negatywna selekcja społeczna. Mamy więc do czynienia z procesem zamykania się elit i ich coraz bardziej wewnętrzną reprodukcją. Jeśli ten proces, według mojej oceny, trwa już co najmniej jedno pokolenie, chociaż, jak wspomniałem, zaczęło się to wcześniej ? to on już może trwa drugie pokolenie. Co w takim razie będzie za jakieś następne 20 lat, przez które wzrośnie następne pokolenie? Jaki skład elit wyłoni proces ich zamykania poprzez kilka pokoleń? Jaki będzie związek tych elit z całością społeczeństwa? Kto będzie w stanie tę całość rozumieć i za nią odpowiadać?