Możliwości człowieka

Maria Szyszkowska
 
Nie znamy tkwiących w nas możliwości. Niewątpliwe jest jedynie to, że są one znacznie większe niż nam się wydaje. Minimalizujemy siłę naszych wyborów, ponieważ z natury jesteśmy bierni i wygodni, czekając aż jakoś ?samo się to ułoży?.

Brak wiary w siebie stanowi udrękę niejednego człowieka. Leży u podstaw uzasadniania naszych zaniechań. Łatwiej niejednemu z nas zmarnować własne istnienie, na przykład poświęcając je komuś, niż kształtować siłę własnego charakteru i wyrabiać w sobie odwagę istnienia na miarę swoich możliwości. W Kościele rzymsko-katolickim czci się o. Kolbego wskazując niejednokrotnie tego świętego jako wzór do naśladowania. Pomijam tu zatajany, a głośny w okresie międzywojennym jego antysemityzm. Otóż są poglądy etyczne inne niż katolickie, które głoszą bezwzględną wartość życia człowieka. Równość ma polegać na tym, że życie każdego jest jednakowo wartościowe i niemoralne jest poświęcanie go nawet dla idei. Byłoby niemoralne cenić bardziej życie ojca wielodzietnej rodziny od życia człowieka bezdzietnego.

W każdym z nas drzemie wola mocy, która wyzwala tkwiące w nas możliwości. Pisał o tym Fryderyk Nietzsche wciąż absurdalnie oskarżany u nas za to, iż był ideologiem hitleryzmu. Rozwój duchowy oraz wybranie ideałów jako drogowskazów, czyli istnienie na poziomie wyższym niż biologiczno-społeczny decydują o nadczłowieczeństwie. Na marginesie dodam, że używany przez Rosenberga termin nadczłowiek miał znaczenie biologiczne, dotyczył rasy i służył wiadomemu stosunkowi do Żydów i Słowian. Hitler i jego otoczenie czytało dzieła między innymi tego filozofa i ceniło go, ale nie przekreśla to faktu, iż nadczłowiekiem według Nietzschego mógł stać się każdy człowiek.

Możliwości człowieka wyrażają się, gdy człowiek przezwycięża w sobie lęk i niepewność oraz ma odwagę brać odpowiedzialność na siebie za własne czyny. Jest bowiem oczywiste, że jesteśmy tym, czym sami siebie uczynimy. Otóż człowiek może bardzo wiele zdziałać o ile uzna siebie za centrum świata ? co nie ma nic wspólnego z egoizmem i egocentryzmem ? oraz uświadomi sobie własną wolność. Ten natomiast, kto liczy się nadmiernie z innymi, kto poddaje się nakazom przystosowywania się do ogółu ? zdziała niewiele i nie wyzwoli swoich możliwości.

Jakże często słyszymy utyskiwania samozniewolonych osób na to, że los jest dla nich niełaskawy. Jeszcze inni nie uruchamiają w sobie własnych możliwości, ponieważ wierzą w przeznaczenie. Bierne istnienie bywa także motywowane wiarą ? przynajmniej w sferze deklaracji ? iż Bóg przesądza o istnieniu człowieka, że są siły zniewalające, determinujące.

Możliwości człowieka nie ujawniając się potęgują patologie w życiu społeczeństwa. Jednym z przejawów owej patologii w Polsce jest zgoda i jedynie po cichu wyrażane oburzenie na to, że rząd zadecydował o znacznym wzroście wydatków na zbrojenia. Bieda w Polsce jest mało poważnie traktowana przez polityków. Stwierdzają oni, że biedni są w każdym kraju, a ponadto trudności materialne mają być ceną za osiągnięcie wartości wyższej, czyli rzekomej wolności w Polsce.

Żyjemy w czasach rozkwitu wynalazków mających na celu zabijanie człowieka. Są już skonstruowane roboty ? zabójcy. Łatwość zabijania spotęgowana jest tym również, że nie walczy się twarzą w twarz. Łatwiej jest zabijać nie widząc wroga. Konwencje międzynarodowe mają na celu wprowadzenie ograniczeń w używaniu broni, ale to ograniczanie sposobu dozwolonego zabijania człowieka przez człowieka nie prowadzi do zakazu prowadzenia wojen.

Celem biznesu, w tym zbrojeniowego, jest zysk. W zestawieniu z nim wartość życia człowieka ulega degradacji. Odeszliśmy więc jako ludzkość od wszelkich zasad etycznych, na które się powołujemy, by stwarzać pozory. Kupowana przez nas broń trafia także do państwa, w którym toczy się wojna domowa. A więc zysk usprawiedliwiać ma nawet potęgowanie krwawego konfliktu.

Wojny traktuje się błędnie jako nieuchronne zagrożenia. Jako stan samo przez się oczywisty. Tym samym wartości chrześcijańskie okazują się frazesem. Ich poważne traktowanie nie pozwoliłoby katolikom na brak protestu wobec uczestniczenia Polski w licznych wojnach. W dodatku nie mają one nic wspólnego z patriotyzmem i obroną wiary, a więc brakuje głosu Episkopatu potępiającego ten stan rzeczy. Na zaniechanie wydatków na zbrojenia i odmówienie udziału Polski w interesach amerykańskich miałby korzystny wpływ głos kapłanów dużych liczebnie wyznań chrześcijańskich. Należy żałować, że poglądy pacyfistyczne i prowadzona w tym duchu edukacja dotyczą jedynie małych liczebnie wyznań chrześcijańskich.

Znakomite, ale niestety krótkotrwałe, były lata bezpośrednio po II wojnie światowej. Głoszono wtedy idee pacyfistyczne i były organizowane międzynarodowe kongresy pokojowe, także i w Polsce. Wierzono w możliwości człowieka. Na jeden z nich przyjechał wybitny filozof angielski Bernard Russell. I tu nasuwa się refleksja. Niechętnie widziani w Polsce ateiści bywają ? w przeciwieństwie do katolików ? rzecznikami zaniechania wojen. Russell nie krył swego ateizmu i zaniepokojenia taką moralnością, w której dominującym czynnikiem hamującym zło staje się lęk przed karą Boga.
 
 
Res Humana nr 3/2015, s. 29-30