Po wyborach parlamentarnych

Profesor Henryk Domański
 

Analiza sytuacji po wyborach rodzi szereg pytań i komentarzy. Nie ma na nie łatwych odpowiedzi, refleksje nie są jednoznaczne i oczywiste. Platforma Obywatelska ze swoim liberalnym programem rządziła 8 lat, odniosła duże sukcesy w zakresie modernizacji kraju i na arenie międzynarodowej, a przegrała. Trudno w skrócie powiedzieć dlaczego, bo cząstkowych przyczyn jest wiele.

***

Platforma nie popełniła rażących błędów, a wręcz przeciwnie ? jeśli idzie o wskaźniki rozwoju gospodarczego. Tymczasem mówi się o utracie wizerunku z powodu afer ? hazardowej, czy tej ostatniej, tzw. taśmowej (natomiast cicho się zrobiło wokół afery SKOK kojarzonej z przeciwnikiem politycznym PO). Nie wierzę, by wyolbrzymiane medialnie afery miały tak bardzo negatywny wpływ na popularność partii i na jej skuteczność w rządzeniu. Potwierdzają to wyniki naszych badań. A co ma wpływ? ? możemy spekulować, bo nikt jeszcze tego systematycznie nie badał.

Jednym z ważnych powodów ostatniej przegranej Platformy jest zapewne, podnoszona w dyskusjach, przegrana w majowych wyborach prezydenta Bronisława Komorowskiego. Przedwyborcze badania jego popularności wskazywały, że musi wygrać, a tymczasem wygrał polityk przedtem prawie nieznany. Z jakiego powodu? ? widocznie Polacy potrzebowali nowego stylu rządzenia. Dorosło młode pokolenie, którego już tak bardzo nie przekonuje odwoływanie się do zasług w przeszłości i podkreślanie tradycji solidarnościowej, czym się legitymował prezydent Komorowski. Dla młodych wyborców Andrzej Duda, kandydat młody, energiczny, o miłej powierzchowności i sprawnie posługujący się językiem polskim, przemówił skuteczniej.

Inny, istotny powód niepowodzenia Platformy ? to pojawienie się na politycznej scenie ugrupowania Nowoczesna i jej nowego, przekonującego swą racjonalnością lidera Ryszarda Petru. W moim przekonaniu, partia ta odwołuje się do tej samej aksjologii, co Platforma, czyli do wartości bliskich wyższej klasie średniej. Zatem Petru odebrał Platformie znaczące procenty poparcia, które może by nie dały jej zwycięstwa, ale jej przegrana nie byłaby tak znaczna. A to miałoby pozytywny wpływ na jej obecną, powyborczą, konieczną mobilizację do odzyskania sił politycznych.

***

Klęska SLD i zniknięcie z sali parlamentu Zjednoczonej Lewicy ? uważam, że jej sprawy w ostatnich tygodniach przed wyborami zaczęły iść w dobrym kierunku. Rosło jej poparcie społeczne po zjednoczeniu z ugrupowaniem Twój Ruch; szkoda, że zbyt późne. Na pięć dni przed wyborami na scenie medialnej pojawiła się partia Razem z jej liderem, młodym, niezwykle elokwentnym, dynamicznym w retoryce Adrianem Zandbergiem. Dotąd kompletnie nieznany, błysnął podczas telewizyjnej debaty, która zastopowała niezły odbiór społeczny Zjednoczonej Lewicy ? jako koalicji, zabrakło jej do wejścia do sejmu zaledwie pół procenta. Oczekuję jej odrodzenia, ponieważ prawdziwa partia lewicowa musi występować w interesie klas niższych.

***

Lewicowe elementy programu społecznego Prawa i Sprawiedliwości są bardziej działaniem propagandowym, niż częścią ideologii. Godzenie tzw. ?lewicowości? (raczej populizmu) PiS z jego nacjonalistyczno-katolicką nadbudową ideologiczną czyni z tej partii hybrydowy twór, choć silny siłą przyciągania wyborców. Populistyczny program tej partii, zwłaszcza w sferze ekonomicznej, bardzo szybko może się okazać niemożliwy do realizacji z powodu braku miliardów w budżecie. Jeden z czołowych działaczy Solidarności górniczej przestrzega: my z PiS nie braliśmy ślubu ? jeśli oni nie załatwią naszych spraw, to pójdziemy swoją drogą. Płynie stąd wniosek, że obecny alians zwycięskiej partii ze związkami zawodowymi ma charakter czysto polityczny i może być szybko zerwany?

Zachęcająco, ale i zaskakująco zabrzmiały ? wyznanie i deklaracja Jarosława Kaczyńskiego tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów: jego partia nie zamierza dokonywać aktów zemsty, ?nie będzie kopać leżącego? i on zaprasza wszystkie siły ?biało-czerwone? do biało-czerwonej drużyny. Nie rozpatruję tego wyznania polityka w kategoriach prawdy, szczerości i wiary. Kaczyński chciał powiedzieć, że PiS to taka partia, która poważnie podchodzi do realizacji obietnic z kampanii wyborczej, dotyczących naprawy Rzeczypospolitej. Z tego punktu widzenia takie deklaracje lidera są racjonalne. Zwycięzca partyjny w wyborach chce się zabezpieczyć na przyszłość. Chce rządzić nie jedną kadencję, nie cztery lata, ale więcej lat. Zapewnia wyborców, że PiS, to jest już inna partia, niż ta z 2005 roku, że nie trzeba się jej bać. Dlatego chce do siebie przygarnąć ludzi z innych partii. Te słowa, to element strategii politycznej. Czy da to efekt ? zobaczymy.

Zanotował: WŁ

Autor wypowiedzi jest wybitnym socjologiem, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.