Polska - Kościół ? Polityka
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Kościół który z racji swego zadania i kompetencji
w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną
.
Konstytucja duszpasterska ?Gaudium et spes?

Nowoczesność w kulturze Zachodu charakteryzuje się przede wszystkim tym - tradycja Oświecenia francuskiego i dorobek Rewolucji Francuskiej ? iż religia stała się sprawą prywatną, osobistą obywateli danego kraju, a instytucje powołane do organizacji życia religijnego nie mogą się zajmować bezpośrednio polityką (w jakimkolwiek wymiarze, zwłaszcza jeśli chodzi o wybory jakiekolwiek szczebla, parlamentarne przede wszystkim). Wykluczyć to miało znany z niechlubnej przeszłości tzw. ?sojusz tronu i ołtarza?. Kościół katolicki jako ostatnia z instytucji religijnych Europy oficjalnie zrezygnował z takiego stanowiska na Soborze Watykańskim II, choć praktyka nadal jest inną niźli wymiar czy zalecenia podstawowych dokumentów wydanych podczas wspomnianego, XX Soboru Powszechnego.  Zbory protestanckie, mające również udział w tworzeniu tzw. korzeni chrześcijańskich Europy zachodniej -  różnych denominacji, mimo, iż powstały i funkcjonowały przez dekady niejako klony zasady ?cuius regio,  eius religio? ? już dawno zrezygnowały z czynnego udziału w polityce tak rozumianej.
 
Czy w takim razie współczesna Polska może być zaliczona do krajów nowoczesnych, postępowych i demo-liberalnych w stylu klasycznie zachodnim ? Sądzę w kontekście minionych wyborów parlamentarnych ? nie. Wraz ze zbliżaniem się terminu tego głosowania rósł udział lokalnego ? zwłaszcza w mniejszych miejscowościach ? duchowieństwa w nachalnej i agresywnej agitacji wyborczej, nacisk psychiczno-mentalny na wiernych, jawne wskazywanie kandydatów jednej opcji na których ma się oddawać glosy. To skandal i jawne pogwałcenie konkordatu, gdzie mówi się jasno o przyjaznym rozdzieleniu zainteresowań państwa i Kościoła katolickiego. O szarganiu dobrych, demokratycznych obyczajów i niezgodności z porządkiem konstytucyjnym nawet szkoda wspominać.
 
Oto na Dolnym Śląsku ? jak napisał na FB  jeden z kandydatów Zjednoczonej Lewicy z tego regionu (celowo nie podaję jego nazwiska bo nie o to chodzi lecz o wymiar zaobserwowanego działania) - ???organizuje się pod egidą księży grupy, które prowadzą agitację za pomocą sms-ów, by parafianie popierali PiS. Zdaniem organizatorów PiS musi wygrać za wszelką cenę?. Nie zgadzam się z nim, iż to nic zdrożnego. Ów kandydat ma pretensje jedynie do sponsorów i organizatorów tego działania, iż dotyczy to tylko jednej Partii. Ja się z takim dictum nie mogę pogodzić. Uważam, iż świątynie ? wszelkie ? oraz instytucje religijne winne być absolutnie wolne od doraźnej gry politycznej. Oczywiście jeśli chcą pełnić rolę jaką im przydziela istniejący administracyjno-jurydyczny porządek naszego kraju i uzgodnienia w tej mierze pomiędzy Polską a Watykanem. Mnie oburza właśnie jakiekolwiek uwiązanie religijnej instytucji mającej zupełnie inne prerogatywy i zadania, w bieżącą, doraźną politykę, w polityczne starcia na krajowym orbis terrarum. Pod jakąkolwiek postacią. To szkodzi ? o ile potraktować możemy zapewnienia hierarchii i duchowieństwa jako prawdziwe i szczere ? uniwersalizmowi nauk katolickich i ich moralnemu przesłaniu. Oczywiście jako osoba niewierząca nie muszę brać serio owych zapewnień gdyż mój światopogląd jest na antypodach teistycznego poznania, ale będąc człowiekiem otwartym, w miarę liberalnym (w dosłownym tego słowa znaczeniu) i życzliwie patrzącym na wszelkie inicjatywy czy działania mające uszlachetnić (nawet teoretycznie, a dobrych intencji nikomu nie wolno odmawiać) nasz doczesny byt, takie doraźne zaangażowanie w brutalną, cyniczną i bardzo często - nihilistyczną działalność jaką jest polska scena polityczna - tylko i wyłącznie szkodzi tej instytucji oraz uniwersalizmowi przesłania jakie ma nieść chrystianizm.
 
To nie ma nic wspólnego z najszerzej pojmowaną świętością, ze stanowiskiem mającym koić różnice i namiętności polityczne (jakie rozgorzały i są podgrzewane w naszym kraju), z rolą Kościoła jako instytucji mającej zasypywać okopy w jakich coraz bardziej ugrzęzło (z różnych zresztą względów) nasze społeczeństwo. Bo taki stan grozi nieobliczalnymi i dramatycznymi skutkami. Kościół katolicki zawsze pretendował do roli ogólnopolskiego, ponad-politycznego rozjemcy, mediatora; starał się być olejem lanym na wzburzone fale. Po raz kolejny ? w ostatnim 25-leciu ? jego działanie i przekaz są rzeczywiście jak olej, ale dolewany do ognia.
 
Słuszną natomiast była końcowa konkluzja owego kandydata lewicy, że ??..Formalnie apolityczny Kościół w naszym kraju jest jak najbardziej polityczny i w sposób dość bezpośredni pokazuje kogo popiera. Katolicy głosujący na inne partie niż PiS są w nim wierzącymi II-giej kategorii?.
 
Jak widać III RP nie jest dostatecznie cywilizowanym i nowoczesnym krajem w tym względzie. Burzymy się, pomstujemy na radykalnych i upolitycznionych mułłów zasiedlających meczety i medresy w krajach muzułmańskich, a także w rejonach Europy zachodniej gdzie wyznawcy islamu stanowią pokaźną diasporę (Wielka Brytania, Holandia, Belgia, Niemcy, Holandia, Francja, Włochy), ogłaszających swoje nienawistne a przede wszystkim ? polityczne, kazania i memoriały, ex cathedra oraz w Internecie. Dziwne, a często śmieszne, jest to iż często ci znad Wisły, Odry i Bugu, którzy gorąco i emocjonalnie protestują przeciwko islamizacji Europy (co przede wszystkim wiąże się z tzw. islamizmem ? pojęciem ukutym przez  niemieckiego religioznawcę syryjskiego pochodzenia Basama Tibiego, a oznaczającym najkrócej mówiąc radykalną i upolitycznioną wykładnię religii Proroka Mahometa) w wyniku przyjęcia uchodźców z Bliskiego Wschodu, są jednocześnie gorącymi  zwolennikami udziału instytucji religijnej w życiu publicznym Polski.
 
Najsmutniejszym jest jednak stwierdzenie, że w ciągu 25 lat Polski po upadku Muru Berlińskiego, wejściu do NATO i Unii Europejskiej (ekskluzywnego jak sądzić można było klubu demo-liberalnych i najbardziej rozwiniętych krajów globu) żadnej opcji politycznej ? lewicowej czy liberalnej ? sprawującej rządy przez większość wspomnianego okresu nie udało się przekroczyć Rubikonu serwilizmu państwa i elit nim rządzących wobec instytucji religijnej jakim pozostaje Kościół kat. Lewicy post-pezetpeerowskiej (bo tylko taka zaistniała w III RP jako realna siła polityczna) ? z racji jej przestrachu i braku pewności siebie, a przede wszystkim z tytułu umizgów do Kościoła (jako znaczącej siły, traktowanej tak jeszcze na zasadzie echa z okresu lat 70- i 80-tych XX wieku gdy hierarchia mediowała, pośredniczyła skutecznie między kontestującymi władzę PZPR odłamami społeczeństwa, a samą Partią). Demo-liberalnej opcji post-solidarnościowej ? z racji mimo wszystko jej genetycznego i mentalnego przywiązania do nauk Kościoła. To także relacje pochodzące z minionego okresu, a dotyczące  tzw. Kościoła otwartego, którego de facto już w Polsce nie ma i po 1989 roku nie było, gdyż umowny i alegoryczny podział na Kościół toruński i łagiewnicki okazał się humbugiem: są  tylko konserwatyści mniej lub bardziej fundamentalni, a przede wszystkim triumfujące i zachłyśnięte pozorami władzy duchowieństwo.
 
Ta sytuacja, konserwatywno-tradycjonalistycznej i religianckiej jednocześnie mentalności rzutującej na sposób i formy rządzenia naszym krajem - często są to pozory wynikające z  serwilizmu czy postępowania wedle zasady ?Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek? -  będzie moim zdaniem trwała nadal.  Opcja lewicowa, o wyraźnie świeckim i oświeceniowym charakterze tak jak liberalna nie mają wg mnie szans na samodzielne, w najbliższym czasie, rządy. Liberalna ? nie oznacza to absolutnie Platformy Obywatelskiej: proponując elektoratowi takiego kandydata do polskiego parlamentu jak Ludwik Dorn mówiącego, że Polska jest krajem katolickim, jak się komuś nie podobają panujące tu obyczaje (chodzi o związki partnerskie i religię w szkołach) to istnieje strefa Schengen i można sobie chcąc żyć w absolutnie świeckim kraju wyjechać do Francji, traci w ogóle wiarygodność nie tyle jako partia liberalna, ale jako nowoczesna politycznie asocjacja, czująca czym jest najszerzej pojmowany modernizm. Bo takiej wypowiedzi i takiego stanowiska nie powstydziliby się najbardziej religianccy kandydaci Prawa i Sprawiedliwości.
 
Świadomość polskiego ludu (i elit) jest więc jak koń Stanisława Tyma ? a jaki koń jest, każdy widzi.